Jaskinia Ras Mamlach wypadek nurkowy

pl.rec.nurkowanie

Od: "Stychno Zbigniew" Data: 20 lutego 2002

Dotyczy wypadku nurkowego w zespole jaskiniowym Ras Mamlach - Egipt.

Przepraszam wszystkich zainteresowanych sprawą za brak wypowiedzi na ten temat po pytaniach i tekstach, które pojawiły się na grupie w ostatnim czasie. Myślę, że postawa moja i osób biorących udział w zdarzeniu dla wszystkich jest zrozumiała.

W dniu 30.12.2001 w zespole jaskiniowym Ras Mamlach - Egipt miało mieć miejsce nurkowanie przeprowadzane przez trzy niezależne zespoły nurkowe.

Pierwszy zespół w składzie Piotr Paszek i Stychno Zbigniew miał przeprowadzić kolejną już penetrację i opis odcinka jaskini znajdującego się na głębokości max 65m w celu ustalenia planów i możliwości późniejszej głębszej penetracji.

Drugi zespół w składzie Robert.......i Daniel................. miał nurkować niezależnie w górnej części jaskini pod jej stropem max 40-45m. Następnie powrócić na powierzchnię. Trzeci zespół pozostał na powierzchni. Jego celem nurkowym miała być penetracją w granicy światła dziennego początkowej części jaskini po zakończeniu nurkowania dwóch pierwszych zespołów.

Były to niezależne zespoły nurkowe przyjaciół z różnymi profilami nurkowania. Każdy z zespołów miał swój plan i profil nurkowy. Nie był to wyjazd komercyjny czy szkoleniowy. Baza Planet Divers zorganizowała jedynie gazy.

Pierwsza faza mojego nurkowania i jego cel przebiegła bez problemu. Po zakończeniu penetracji pierwszy zespół czyli ja i Piotr rozpoczął proces wynurzania. Jednak w pewnym momencie zorientowaliśmy się, że drugi zespół prowadzony przez Roberta nie znajduje się w miejscu gdzie powinien być. Pozostał w jaskini (znaliśmy ich planowany profil nurkowy).

Zdecydowaliśmy się przerwać powrót na zewnątrz naruszyć rezerwy gazów i sprawdzić co się stało. Po uzyskaniu kontaktu wzrokowego na końcu jaskini stwierdziliśmy, że coś nie tak. Partner Roberta, Daniel jak mi się wydaje wpadł w głęboką panikę i hiperwentylację co spowodowało niekontrolowane zużycie gazów i brak jakiejkolwiek samokontroli ( panikę ). Piotr i ja po próbach uspokojenia Daniela w wąskiej szczelinie musieliśmy się poddać ze względu na brak możliwości pomocy, za małą ilość gazów na powrót do wyjścia i prawie godzinną dekompresję. Dawno już naruszyliśmy rezerwy gazów na bezpieczny powrót. Dalsze próby ratowania mogły się skończyć tragicznie dla nas, niosący ch pomoc. Robert partner Daniela zdecydował się pozostać (miał jeszcze niewielki zapas w butlach) i próbował dojść do kolegi i partnera który wcisną się w zacisk pod sufitem. Wyszedł z jaskini sam ok. 8min po nas. Pokazał, że Daniel nie żyje. Po wyjściu na zewnątrz uruchomiliśmy zaplanowane procedury awaryjne w celu otrzymania zapasowych gazów. Mieliśmy do zrealizowania ponad godzinną dekompresję sporo dłuższą od planowanej. W tym dniu nie było już gazów na nurkowanie i osób które w bezpieczny sposób mogły by zrealizować akcje w poszukiwaniu Daniela. Do Dahab było ponad 80km przez góry.

Następnego dnia 31.12.2001 została zaplanowana akcja poszukiwania ciała Daniela. Nie byliśmy pewni czy nie przemieścił się w prądzie lub czy nie opadł w głębsze partie jaskini. Akcja rozpoczęła się rano 01.01.2002. W bezpośrednim poszukiwaniu Daniela brał udział Piotr Paszek i ja natomiast Robert i Ela odebrali ciało Daniela na depozycie z gazami przed naszą dekompresją. Planet Divers pokryło wszystkie koszty gazów i transportu ze względu na fakt że DAN nie pokrywa kosztów poszukiwania zwłok.

Zwłoki znaleźliśmy pod sufitem na głębokości ok. 42m. Opadając zaklinowały się między ścianami komina. Sprzęt był kompletny i sprawny z gazami w butlach ustnik nie był odgryziony, gazy dekompresyjne nie były używane. Po przetransportowaniu zwłok Daniela do wyjścia, przekazaliśmy zwłoki i rozpoczęliśmy dekompresję.

Zależało mi na przedstawieniu faktów które miały miejsce w Egipcie po uciszeniu się niestosownych wypowiedzi na ten temat. Myślę i mam nadzieję, że grupa nie będzie miejscem oceny i wyciągania wniosków przynajmniej w tej chwili. Dokładny opis powinien pojawić się na łamach Magazynu Nurkowanie.

Proszę o ludzkie podejście i nie kontynuowanie wątku wojen lub analizy wypadku. Po opublikowaniu dokładnego opisu i przedstawieniu wszystkich parametrów będzie możliwość przedyskutowania tego w gronie i w oparciu o opinie fachowców w tej dziedzinie nurkowania. Nie znałem wcześniej Daniela ale wydawał się wspaniałym człowiekiem. Najszczersze wyrazy współczucia dla rodziny,znajomych i przyjaciół

Zbyszek Stychno

Od: aga@gd.home.pl Data: 28 lutego 2002 03:32

Z powodu braku odpowiedzi ze strony Zbyszka Stychno na email, który do niego wysłałam tydzień temu, postanowiłam zamieścić mój list na liście dyskusyjnej. Dotyczy on wypadku w jaskini Ras Mamlach w Egipcie. Może teraz uzyskam odpowiedź.

Witaj Zbyszku!

Wczoraj (tj. 20.02.2002) przeczytałam na liście dyskusyjnej Twój opis wypadku w Jaskini Ras Mamlach i mówiąc szczerze byłam mocno zdziwiona. Wiele z opisywanych przez Ciebie faktów poznałam po raz pierwszy i dość mocno różniły się one od tego co widziałam i słyszałam będąc na miejscu wydarzenia. Aby nic mi nie umknęło będę cytować części Twojej wypowiedzi na forum grupy dyskusyjnej, a poniżej zamieszczać swoje komentarze.

1.... nurkowanie przeprowadzane przez trzy niezależne zespoły nurkowe

O ile dobrze pamiętam był nieco inny podział; mianowicie Ty, Piotr, Daniel i Robert stanowiliście jeden zespół, Agnieszka Dymowska (czyli ja ) i Lukasz Piórewicz drugi. Wy mieliście RAZEM zbadać jaskinię i założyć poręczówkę do okna znajdującego się na 40 metrach. Wszyscy mieliście jeden runtime (oprócz Piotra, który chciał opaść na 80 metrów i później do Was dołączyć), razem się do tego nurkowania przygotowywaliście, razem planowaliście dekompresję (cytuję Roberta: A jak my się tam wszyscy w czwórkę podczas dekompresji pomieścimy?), ale ja Tobie tego wszystkiego nie muszę chyba mówić, bo Ty to wszystko doskonale wiesz. Czy instruktor nurkowania myli podziały na niezależne grupy z podziałem na partnerów?

2. Drugi zespół w składzie Robert.......i Daniel................. miałnurkować niezależnie w górnej części jaskini pod jej stropem max 40-45m.Następnie powrócić na powierzchnię.

Jest to nieprawda. Miałeś tego pecha, że podczas planowania waszego nurkowania (przypominam 1.5 godziny przed nurkowaniem, na laptopie Roberta, w samochodzie...... jak na nurków technicznych dość ekstrawaganckie. Gdzie się podział Wasz profesjonalizm?) byłam z Wami i wszystko słyszałam. Robert z Danielem mieli zejść również na 60 metrów i w trojkę z Tobą czekać na Piotra. Poza tym chyba podział na takie grupy nie miałby sensu, gdyż Ty z Piotrem byliście wcześniej w tej jaskini, co zresztą wspominasz w swoim opisie, a Robert z Danielem mieli tam być po raz pierwszy.

3. Każdy z zespołów miał swój plan i profil nurkowy

Nieprawda

4. Zdecydowaliśmy się przerwać powrót na zewnątrz naruszyć rezerwy gazów i sprawdzić co się stało. Po uzyskaniu kontaktu wzrokowego na końcu jaskini stwierdziliśmy, że coś nie tak. Partner Roberta, Daniel jak mi się wydaje wpadł w głęboką panikę i hiperwentylację co spowodowało niekontrolowane zużycie gazów i brak jakiejkolwiek samokontroli ( panikę ). Piotr i ja po próbach uspokojenia Daniela w wąskiej szczelinie musieliśmy się poddać ze względu na brak możliwości pomocy, za małą ilość gazów na powrót do wyjścia i prawie godzinną dekompresję. Dawno już naruszyliśmy rezerwy gazów na bezpieczny powrót. Dalsze próby ratowania mogły się skończyć tragicznie dla nas, niosący ch pomoc. Robert partner Daniela zdecydował się pozostać (miał jeszcze niewielki zapas w butlach) i próbował dojść do kolegi i partnera który wcisną się w zacisk pod sufitem. Wyszedł z jaskini sam ok. 8min po nas. Pokazał, że Daniel nie żyje.

Po wyjściu z wody mówiliście coś zupełnie innego. O ile pamiętam Robert opowiadał Ci o tym co się tam zdarzyło, a Ty byłeś bardzo zaskoczony jego opisem zdarzeń, więc dlaczego twierdzisz, że pomagałeś Danielowi jeśli o wszystkich szczegółach dowiedziałeś się na powierzchni. Poza tym, jeśli było tak jak mówisz to jak to możliwe, że trzech instruktorów nurkowania technicznego nie było w stanie pomóc nurkowi, który spanikował? Przecież to standardowa sytuacja, w której stosuje się standardowe procedury. Chyba sam widzisz, że tutaj przesadziłeś. Pragnę jeszcze przypomnieć, że chyba szkoda Ci było tak drogocennego Trimixu, bo wyjściu z wody miałeś ciągle pełną butlę.

5. Po wyjściu na zewnątrz uruchomiliśmy zaplanowane procedury awaryjne w celu otrzymania zapasowych gazów.

O ile pamiętam grupa zabezpieczająca, czyli Ja i Lukasz Piórewicz, o tym, że wystąpił u Was problem dowiedzieliśmy się w ten sposób, iż zniosło Waszą boję dekompresyjną na rafę. Problem miał być przez Was nam sygnalizowany poprzez wypuszczenie jednej żółtej boji i jednej czerwonej. Do dziś nie wiem czy dowiedzieliśmy się o problemach pod wodą przez przypadek, czy poluzowanie liny liftbagu było działaniem zamierzonym. Oprócz tego chciałabym przypomnieć, że na powierzchni znajdowała się jedna butla z czystym tlenem, 2 butle z mieszanką EAN 50 oraz 3 butle z EAN 32. Tłumaczenie się tym, że nie pomogliście Danielowi z powodu zbyt małej ilości gazów dekompresyjnych jest tutaj chyba nie na miejscu.

Nawet mało doświadczony nurek jest wstanie zauważyć, że nurkowanie to było przeprowadzone w bardzo nieprofesjonalny sposób, zaczynając od planowania a skończywszy na tym, że zginął nurek oraz co najważniejsze, żaden z nurkujących nie miał certyfikatu nurka jaskiniowego. Jestem bardzo zaskoczona, że zmieniłeś wszystkie fakty dotyczące tego nurkowania i miałeś tupet, żeby zamieścić ten stek kłamstw na liście dyskusyjnej, a także jeszcze masz aspiracje, aby opublikować go na łamach Magazynu Nurkowanie. Gdzie Twoja skrucha, wyrzuty sumienia i przyzwoitość ?! Mimo tego, że zginął człowiek potrafisz robić z siebie bohatera, gdy tak naprawdę jesteś współodpowiedzialny za jego śmierć. Dlaczego zamieniłeś opis wydarzenia i po co w takiej wersji podałeś go do publicznej wiadomości? Jakie masz z tego korzyści? Czekam na wyjaśnienia z Twojej strony.

Z poważaniem, Agnieszka Dymowska

Od: "Robert Klein" Data: 4 marca 2002

Jestem partnerem Daniela Sieradzkiego, który 30.XII.01 zginął w wypadku w jaskini Ras Mamlah. Nurkowałem z nim od lat i również tego dnia byliśmy razem w parze. Zostałem z nim do końca.

Po powrocie do Polski i przeczytaniu komentarzy oraz wysłuchaniu opinii ludzi, którzy "nie byli tam ale wiedzą jak było", obiecałem sobie, że nie napiszę na listę, bo nic to nie zmieni, a wszyscy i tak wiedzą lepiej.

Jednak po dyskusji jaka wywiązała się w zeszłym tygodniu zmieniłem zdanie.

Lista zmieniła się w miejsce publicznego linczu na Zbyszku Stychno, którego wiele osób uważa za współwinnym lub wręcz odpowiedzialnym za śmierć Daniela. Również poza listą słyszałem opinie, że "Zbyszek wziął kursanta do jaskini i zostawił go w niej", czy inne podobne. Jest to nieprawda !

Daniel nigdy nie był kursantem Zbyszka. Nurkowałem razem z Danielem od ponad 4 lat i razem w parze wykonaliśmy około 250 nurkowań. W sumie miał na koncie ponad 350 nurkowań, w tym wiele głębokich, technicznych i wrakowych. Nie było to też jego pierwsze nurkowanie w jaskiniach. Niecały miesiąc przed wypadkiem byliśmy razem w Meksyku gdzie wykonaliśmy serię nurkowań jaskiniowych z czasami pobytu od 80 do 120 minut każde i z penetracją do 1000 m. od wejścia. Z nurkowań tych nakręcony został film, na którym widać poziom wyszkolenia i umiejętności Daniela. Widziało go parę piszących na liście osób. Przez ostatnie dni przed wypadkiem robiliśmy razem nurkowania extended range w tym również w przestrzeni zamkniętej na dużej głębokości (głęboka, wąska część Little Canyon). Daniel aktywnie uczestniczył w planowaniu i przygotowaniach do nurkowania, które miały miejsce na dzień wcześniej. Znał plan jaskini, wszystkie opcje planu nurkowania i podział zadań - jego rolą było zamocowanie depozytu z tlenem i nakładanie strzałek kierunkowych na poręczówkę. Na półtorej godziny przed nurkowaniem faktycznie jedynie weryfikowaliśmy wygenerowane profile i wprowadziliśmy do nich ostatnie zmiany.

Prawdą jest, że Daniel posiadał niższe uprawnienia od pozostałych uczestników nurkowania w Ras Mamlach. Już kilka lat temu stwierdził, że woli nurkować i uczyć się niż robić kolejne kursy i zdobywać plastiki. Z kursu instruktorskiego zrezygnował, gdyż pieniądze wolał wydać bezpośrednio na nurkowanie.

Nie wiem, co spowodowało wybuch paniki, który doprowadził do śmierci Daniela. Dosłownie chwile wcześniej wymienialiśmy znaki, a Daniel nie wykazywał żadnych objawów stresu czy niepokoju. Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko. Podczas wychodzenia Daniel zerwał i porzucił poręczówkę i uciekł pod sufit jaskini. Piotr i Zbyszek próbowali go zatrzymać i uspokoić, nie dali rady. Daniel wpadł w hiperwentylację, zaczął krzyczeć i miotać się pod sufitem. Poszedłem zanim i jeszcze raz próbowałem go uspokoić i ściągnąć na dół. Nie widział mnie, nie reagował na mój uścisk, a próba wyciągnięcia go ze szczeliny pod sufitem nie powiodła się. Chwilę później stracił przytomność. Nic już nie można było zrobić.

Nurkowanie to było na tyle przygotowane i zaplanowane, że mimo stresu, spadku widoczności do mniej niż metra i przedłużenia czasu dennego o ponad 10 minut dałem radę wrócić na powierzchnię. Odnalazłem poręczówkę na którą założyliśmy strzałki kierunkowe, po niej trafiłem do głównego wyjścia z jaskini i pomijając kilka deep-stopów znalazłem się na głębokości gdzie mogłem bezpiecznie przejść na gaz dekompresyjny. Wydłużoną prawie dwukrotnie dekompresję mogłem odbyć dzięki pozostawionej w wodzie butli z tlenem i dodatkowym awaryjnym gazom deco, doniesionymi przez Łukasza, który pilnował mnie do końca dekompresji (dziękuję Łukaszu). Faktycznie nie dałem rady wystrzelić drugiej, żółtej boi, o której pisała Aga.

Choć pewnie tak nie będzie, chciałbym, żeby mój post zakończył dyskusję na liście i publiczne zaszczuwanie Zbyszka, do którego pretensje mam jedynie za post na liście, który jak już wiem, miał służyć odcięciu się od bezpodstawnych oskarżeń i nagonki. Napisał źle i wyszło inaczej. Ale to już osobna sprawa.

Na koniec jeszcze parę zdań. Ponad rok temu byłem w wodzie, gdy zdarzył się inny, dyskutowany na grupie wypadek. Czekałem nad Archem w Blue Hole na Krzyśka Benduckiego - nie doczekałem się. Ci, którzy zaglądają na grupę od dawna, pamiętają pewnie, co działo się po jego śmierci na liście oraz spekulacje dotyczące wypadku. Po wyciągnięciu sprzętu Krzyśka w kwietniu tego roku przekonałem się jak bardzo nasze hipotezy były dalekie od prawdy, gdyż to co zobaczyliśmy przeszło nasze najśmielsze przypuszczenia. Wtedy przekonałem się, że w nurkowaniu nie wszystko można przewidzieć i nie zawsze można coś zrobić.

Mam nadzieję, że nikt z czytających nie znajdzie się w sytuacji w jakiej ja się znalazłem i nie będzie musiał sprawdzać co się da, a czego nie da się zrobić.

Z poważaniem Robert Klein